sobota, 10 sierpnia 2013

S T E N C I L

Prawie druga w nocy, a ja siedzę i stawiam pasjansa. Trochę znowu myślę o tym wszystkim. Po raz kolejny analizuję fragment, po fragmencie, słowo po słowie, każdą rozmowę. Powoli przeżywam jeszcze raz każdy Twój oddech na mojej szyi. Momentami jeszcze czuję Twoje ręce, silnie przyciągające mnie do Ciebie. Zupełnie jakbym miała za chwilę uciec. I przez krótki ułamek sekundy w mojej głowie pojawia się pomysł, że może jednak to ma jakiś większy sens. Bo przecież nic się nie stało. Wmawialiśmy całemu światu, a najbardziej samym sobie, że jest normalnie.No i jakoś tak było. W końcu relacja między nami podobno zawsze tak wyglądała. To chyba jest to nasze normalnie. Chyba wzięłam pod uwagę inne standardy.

niedziela, 4 sierpnia 2013

U N D E R S T A T E M E N T

Lipiec minął pod znakiem obozu bardzo mocno. Zupełnie inaczej niż się  spodziewałam. No i bez końca świata. Szalone nieporozumienie. Za to wylądowałam w Kąkolewnicy i chyba wykorzystałam limit przypałów i robienia głupich rzeczy, na te wakacje, w jeden wieczór. I chociaż plany dobre jeszcze są, to mam wrażenie, że już nic tak dziwnego nie uda mi się zrobić, nawet jeżeli objadę całą Polskę na stopa. 
Trochę nie ogarniam w życie i żałuję tego, czego nie zrobiłam, ale chyba nie potrafię wystarczająco ryzykować. Mam nadzieję, że uda mi się, nawet jeżeli teraz nie wyszło. Chociaż czy jest sens walczyć  w przegranych sprawach? Zaryzykuję?

piątek, 21 czerwca 2013

S U M I M A S E N

Minął mi już prawie cały czerwiec, trochę nie wiem kiedy. Znowu się pozmieniało. I RedBlue i rejestrowanie się na studia i rosół i trochę rodzinnie, trochę po prostu owalania się, Puławy i jeszcze drugi weekend WKPP, a poza tym I Maraton Lubelski, sałatka owocowa i Noc Kultury i dużo czasu dla znajomych. Trochę obozu. A teraz chciałabym na chwilę pojechać na Koniec Świata i posiedzieć nad rzeką, szczególnie w taką pogodę, pić za dużo zielonej herbaty i nie mieć zasięgu. Tam żyję trochę inaczej, mam swoje rytuały, nie przejmuję się rzeczami, na które nie mam wpływu. Ciesze się tym co jest. Mam moje 3 miłości małe, dwa potworki, zajebistego wujka. Tam jestem u siebie, dla siebie, ze sobą. A potem obóz i 3 tygodnie życia w trochę inny sposób. W bardziej poukładany.

czwartek, 23 maja 2013

H A T E

Już wiem dlaczego od miłości do nienawiści jest tylko jeden krok. Zrozumiałam jak cienka jest ta linia i jak łatwo da się zranić. I chociaż wiedziałam, że to się tak skończy, bo przecież ktoś mi to kiedyś już powiedział, ciągle wierzyłam, że może jednak nie. A może tylko chciałam wierzyć, wierzyć że jeszcze się ułoży, że nie będę się czuła jak zabawka na pocieszenie. Jak nagroda pocieszenia, o którą nie trzeba się nawet starać. Ale właśnie teraz, na swoje własne życzenie, siedzę pod kocem i trochę ryczę jak głupia, bo przez kogoś, kto już ma mnie gdzieś, czuję się jak śmieć. A teraz proszę tylko niech zacznie się coś dziać. Niech się zacznie, bo zwariuję w końcu. Najgorsze jest to, że nawet ucieczka na koniec świata nic by mi nie dała. Mogę nie mieć zasięgu, nie używać telefonu, komputera, spędzać czas z moimi trzema miłościami, dwoma potworami i super fajnym wujkiem, ale nadal nie potrafię nie myśleć.
Chociaż jednak nie, zmieniam zdanie. Terapia śmiechowa z najzajebistrzym wujkiem świata chyba jednak wystarczy. Niech przyjedzie czerwiec z Końcem Świata!

czwartek, 2 maja 2013

L E A R N

Kawa, kolejny arkusz maturalny, za duża bluza, coraz mniej cierpliwości. Przez ostatni semestr, a nie tydzień, szkoły powinny być same fakultety, W ramach chwili odpoczynku poszłabym na spacer, ale pogoda nie chce współpracować.
Chcę już magiczny czas "pomaturze" znajduje się w nim tyle planów... Niemal tak dużo jak w każdym "jutro". I tu nawet nie chodzi o naukę, czy o stres. A o to zawieszenie pomiędzy szkołą, a wakacjami. Niby już się nie trzeba uczyć, ale z drugiej strony trzeba bardziej. Niby nie trzeba wstawać na 8 i wychodzić z domu, ale nie wolno wychodzić z domu, bo trzeba się uczyć.I zaraz zacznę płakać nad kolejnym zadaniem, które będzie tak podobne do tego, które rozwiązywałam wczoraj, ale trzeba je rozwiązać zupełnie inną metodą. Dobranoc.

piątek, 26 kwietnia 2013

D O R O T K A

Tak bardzo zaczyna mnie przerażać matura. Zaczęłam się zastanawiać co jeśli jedna z nas się nie dostanie na tą głupią politechnikę lubelską, na tą głupią informatykę.Nie chcę studiować bez niej, nie chcę zostać całkiem sama, nie chce odchodzić z tej beznadziejnej szkoły, której nienawidzę, ze względu na kilka osób, bez których będzie mi po prostu przykro. Dzizas. Tak po ludzku mi ich będzie brakować.
Może po prostu za bardzo się przyzwyczaiłam, że jesteś.

czwartek, 18 kwietnia 2013

G R Z E C Z N Y

Nagle zaczęło mi przeszkadzać, że to wszystko się kończy. Jakoś tak na przystanku, na widok czekoladowych tęczówek i dołeczków. Zupełnie nie wiem dlaczego, może trochę wykorzystując ostatnie chwile, a może po jednym piwie, zaczęłam chcieć coś z tym zrobić. Zamarzyło mi się, żeby wreszcie coś się stało. Dość nudy i braku zmian. Nadal w biegu. Ciągle poznając nowych ludzi. Bo niech się na boga coś dzieję. Niech ruszy, biegnie. Dyszkę, dwie, cztery. Niech się rozwija! I kiedy nagle zapominam o tym, że się boję. Zupełnie niespodziewanie, dla samej siebie, mówię że mi zależy. Będę tęsknić. Uderza mnie nieznośna wiosna. A razem z nią bolesny koniec uśmiechania się po chwili patrzenia sobie przypadkowo w oczy.