Rok mi się skończył. Był tak dziwny, że nawet nie wiem jak g podsumować. Siądę sobie dzisiaj na dachu, zjem lizaka od niego i będę się zastanawiała, dlaczego mi zrobił takie zamieszanie w życiu. Pomyślę ilu ludzi się pojawiło, ile zniknęło. O tym wszystkim co się stało, o tym co się zmieniło. O północy otworzę szampana, załamując facetów, że umiem to robić i znowu wyjdę na dach. Będę miała wokół siebie przynajmniej część najważniejszych ludzi, a do reszty zadzwonię, krzyknę szczęśliwego nowego roku i wyłączę telefon. Przez kolejny tydzień nie będę z niego prawie korzystać.
Żegnaj 2012.
2013 bądź lepszy!
poniedziałek, 31 grudnia 2012
niedziela, 23 grudnia 2012
D U P A
Udzieliło mi się to jego wieczne dupa. Usłyszałam to już milion pierdylion razy. Nienawidzę ludzi wiedzących lepiej jak mam żyć. Przez to teraz mam korbę w bani i czekam na niemożliwe. Znowu się nakręcam. Tym razem mogłoby się udać.
Brak świąt ułatwia przygotowania do nich.
Brak świąt ułatwia przygotowania do nich.
czwartek, 20 grudnia 2012
D ZI E Ń D O O B R Y
Witajcie schizy w stylu "boże a co jeżeli to naprawdę koniec?!"
To smutne w koniec świata nie być w nikim zakochanym i nie mieć co wyznać. Ale ej kocham wiele osób i one tu są. Nieważne czy świat skończy się za godzinę, dwie, czy jak padnę na jakiegoś ohydnego raka jelita grubego.
To smutne w koniec świata nie być w nikim zakochanym i nie mieć co wyznać. Ale ej kocham wiele osób i one tu są. Nieważne czy świat skończy się za godzinę, dwie, czy jak padnę na jakiegoś ohydnego raka jelita grubego.
piątek, 14 grudnia 2012
niedziela, 2 grudnia 2012
G R Z E C Z N Y.
Tak sobie siedzę i się zastanawiam co się zmieniło przez te prawie trzy lata. Ja się zmieniłam? To wiem na pewno. Ty? Za mało wiem. Rzadziej rozmawiamy rano, częściej po południu. Otoczenie się zmieniło. Ale co sprawiło, że nagle zaczęłam zwracać uwagę na Twój uśmiech. Zaczęłam go szukać wzrokiem. I jak to się dzieje, że patrzymy się na siebie i uśmiechamy nie zwracając uwagi na resztę? Jakbyśmy nagle mieli swój świat.
A z drugiej strony tak bardzo czuję, że to nic nie znaczy. Nic z tego nie wyniknie. Bo co ja mam z tym zrobić? Tak bardzo boję się, że Ty nic z tym nie zrobisz. Kolejna szansa zmarnowała. Jeszcze się dobrze nie zaczęło, a już jest skończone. Tak to czuję na teraz. Zaskocz mnie. Proszę.
A z drugiej strony tak bardzo czuję, że to nic nie znaczy. Nic z tego nie wyniknie. Bo co ja mam z tym zrobić? Tak bardzo boję się, że Ty nic z tym nie zrobisz. Kolejna szansa zmarnowała. Jeszcze się dobrze nie zaczęło, a już jest skończone. Tak to czuję na teraz. Zaskocz mnie. Proszę.
wtorek, 27 listopada 2012
B E Z S I L N O Ś Ć
Stoję tu sobie i patrze na życie. Tak śmiesznie płynie wokół mnie. Patrzę na to jak świat się śmieje, że walczę. No ale się przecież kurcze nie poddam. Na pewno nie. Dopóki jest jeszcze o co walczyć. O nią walczę. O siebie walczę. I o Ciebie tez walczę. Chcę Cię ochronić przed tym, do czego doprowadziłam. Przed tym, co może Cię ranić z mojej winy. I wiem, że jeżeli mi się nie uda, to mnie znienawidzisz. Ale nawet wtedy będę walczyć.
Nie rozumiem jak można specjalnie krzywdzić ludzi. To nie leży w mojej naturze. Przecież ja chodzę i się uśmiecham, nawet jak jest źle. Bo przecież uśmiech poprawia humor i motywuje. Kiedy widzę uśmiech na tworzy kogoś, do kogo się uśmiechnęłam, czuję się lepiej. To mnie wzmacnia i dodaje skrzydeł. Bo ktoś czuje się lepiej, nawet przez krótką chwilę, dzięki mnie. I w głowie mi się nie mieści, że są ludzie, którzy chcą to zniszczyć. Ten mój uśmiech. To co mogę dać innym ludziom. Tą chęć do walki. Wiarę, że będzie lepiej. Dlaczego?
Nie rozumiem jak można specjalnie krzywdzić ludzi. To nie leży w mojej naturze. Przecież ja chodzę i się uśmiecham, nawet jak jest źle. Bo przecież uśmiech poprawia humor i motywuje. Kiedy widzę uśmiech na tworzy kogoś, do kogo się uśmiechnęłam, czuję się lepiej. To mnie wzmacnia i dodaje skrzydeł. Bo ktoś czuje się lepiej, nawet przez krótką chwilę, dzięki mnie. I w głowie mi się nie mieści, że są ludzie, którzy chcą to zniszczyć. Ten mój uśmiech. To co mogę dać innym ludziom. Tą chęć do walki. Wiarę, że będzie lepiej. Dlaczego?
środa, 10 października 2012
Bądź.
Nie ma mnie, Ciebie, powietrza, którym oddychamy. Nie ma nadziei, nie ma możliwości, nie ma nic. Jest strach. Jeszcze nigdy nie poznałam tak paraliżującego uczucia. 8 lat od mojej największej straty, a ja nie przywykam. Nie przechodzę do porządku dnia. Nie zmieniam planu. Ciągle jakby to było na chwilę i oszukuję wszystkich wokół wielkim, przyklejonym uśmiechem. Rzadko płaczę. Dużo łez się już wylało. Nie chciała tego. Wiem, że jest tu zaraz obok, że się pojawi, a ja obudzę się z tego koszmaru, który mnie opętał, zaplątał, owinął sobie wokół palca. I wszystko będzie jak było. Nie będę siedziała przerażona w damskiej toalecie na pierwszym piętrze i nie będę łapać szybko małych, urwanych haustów powietrza. Nie będę się bała tylu rzeczy, o których nikt nie wie. Przestanę się bać jutra. Przestanę potrzebować, żeby ktoś zawsze przy mnie był. Przerażenia nie będzie. Zamieni się w siłę. Ale to wszystko stanie się kiedyś. Kiedy się obudzę. Póki co śnię tym strasznym koszmarem, który mnie pochłania i wyniszcza.
niedziela, 7 października 2012
"mam nadzieję"
Próbujemy zatrzymać przy sobie ludzi i wydaje nam się, ze jeżeli oni zostaną to będzie tak jak dawniej. Ale nie będzie, bo tamci ludzie, z którymi było nam tak dobrze, już nie istnieją. Dlatego rozpadają się związki, a przyjaźnie się kończą. Jeżeli nie zmieniamy się w podobnym kierunku.
środa, 3 października 2012
filtr.
Marazm jakiś mnie ogarnął. Niechcieizm i mamtowdupizm. Nie mam siły, nadziei, woli, herbaty. Doskonale znam plan, w końcu sama go stworzyłam, ale nijak nie potrafię go realizować. Dokładnie wiem, co powinnam zrobić, jakby mi ktoś wyświetlił zadania na wielkim telebimie, ale już nie potrafię czytać.
Wolne miejsce w kalendarzu. Zupełnie nienaturalny stan. I chociaż ciągle spotykam się z ludźmi. Temperatura powietrza maleje, a ta ciała rośnie. Czy to ta słynna jesienna depresja?
Dość bycia ze sobą, z własnymi myślami. Wszystko przeanalizowane. Nadal żadnej siły sprawczej, która pcha do przodu. I nie nakręcaj się, bo przecież nie ma jeszcze w kółko, i w kółko. Jest naprzód! Trwaj z tym naprzód, podążaj z nim, obok niego. Biegnij i walcz póki możesz. Wytrzyj łzy, wstań z tej głupiej kanapy i walcz, póki masz o co. No przecież to nie może być takie trudne. Och biegnij, póki możesz. Bo przecież masz obie nogi i ręce też dwie. I głowę masz. No przecież nie jesteś bez głowy. Więc walcz! Póki jeszcze na horyzoncie widać zarys postaci. Jeszcze możesz dogonić to co ważne.
czwartek, 27 września 2012
Siedzę sobie w dużej, męskiej bluzie, cudownych, ciepłych skarpetkach i piję kakałko. Miałam do tego słuchać Passengera, ale coś mi nie wyszło i skończyło się na disco polo. Mam ochotę pójść na jakąś imprezę. Mam ochotę poznać nowych ludzi. W ogóle na dużo rzeczy mam ochotę, ale mi się skończyła dobra passa i muszę się zadowolić tym co jest. Chociaż nie do końca potrafię. No ale jak się coś psuje na własne życzenie, to potem nie można oczekiwać, że się samo ułoży. Bo się nie ułoży.
poniedziałek, 24 września 2012
2 lata
Telefon mi umarł i straciłam wszystko. To śmieszne ile wspomnień może się chować w małym urządzonku. Te kilkaset smsów, których nie chciałam usunąć, niektóre mające po rok, albo i więcej.Wszystkie numery. Dużo notatek, ważnych dla mnie. Przemyślenia, dzwonki z niemojej szkoły, mój numer orange, zapisana strona, na której skończyłam czytać książkę w empiku, nazwisko chłopaka poznanego na Watrze 2011, filmy które miałam obejrzeć, piosenki które miałam posłuchać, albo wpisać do śpiewnika. Muzyka którą miałam na telefonie, filmiki, zdjęcia, obrazki. Przynajmniej tyle, że większość trzymałam na karcie pamięci. Więc przez 2 lata zebrałam tyle rzeczy i nie pomyślałabym, że tak ciężko mi będzie się z nimi rozstać. O panie żeby jednym z większych problemów dnia dzisiejszego był zepsuty telefon:D
sobota, 22 września 2012
Znalazłam w roboczych, jeszcze z końca świata. Tyle się zdążyło zmienić.
3 kreski zasięgu. Brzmi jak niemożliwe. Wstrzymuję oddech i wpatruję
się w ekran. Twoje imię i "wysyłanie wiadomości". Uporczywe wysyłanie.
Czasownik w formie ciągłej. No niechże się już zmieni w czas przeszły,
dokonany. Nie wiesz ile nerwów i stresu wymaga ode mnie wysłanie smsa.
Nawet się nie zastanawiasz, nad tak prozaicznymi rzeczami, jak zasięg.
A tutaj mi go brakuje. Jakby to właśnie ten dom zatrzymywał te
wszystkie fale, czy inne badziewie i trzymał w swych murach, a kiedy
jakimś cudem uda mi się znaleźć chociaż kreskę, już po chwili jej nie
ma. W życiu nie pomyślałabym, że kwestia zasięgu będzie moim, całkiem
poważnym, problemem.
To wszystko Twoja wina. Uzależniłeś mnie od siebie. Nie potrafię już
normalnie przeżyć dnia i nie podzielić się z Tobą tymi wszystkimi
emocjami, które są ze mną. Ciągle siedzisz z mojej głowie i nie
potrafię Cię zapomnieć. Brzmi tandetnie i banalnie, ale tak jest.
Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że nie jestem w Tobie
zakochana. Kocham Cię.
3 kreski zasięgu. Brzmi jak niemożliwe. Wstrzymuję oddech i wpatruję
się w ekran. Twoje imię i "wysyłanie wiadomości". Uporczywe wysyłanie.
Czasownik w formie ciągłej. No niechże się już zmieni w czas przeszły,
dokonany. Nie wiesz ile nerwów i stresu wymaga ode mnie wysłanie smsa.
Nawet się nie zastanawiasz, nad tak prozaicznymi rzeczami, jak zasięg.
A tutaj mi go brakuje. Jakby to właśnie ten dom zatrzymywał te
wszystkie fale, czy inne badziewie i trzymał w swych murach, a kiedy
jakimś cudem uda mi się znaleźć chociaż kreskę, już po chwili jej nie
ma. W życiu nie pomyślałabym, że kwestia zasięgu będzie moim, całkiem
poważnym, problemem.
To wszystko Twoja wina. Uzależniłeś mnie od siebie. Nie potrafię już
normalnie przeżyć dnia i nie podzielić się z Tobą tymi wszystkimi
emocjami, które są ze mną. Ciągle siedzisz z mojej głowie i nie
potrafię Cię zapomnieć. Brzmi tandetnie i banalnie, ale tak jest.
Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że nie jestem w Tobie
zakochana. Kocham Cię.
środa, 29 sierpnia 2012
Tulipan ♥
Boję się. Ostatnio wreszcie powiedziałam to głośno. Ogarnia mnie paniczny strach, ale mnie nie paraliżuje. On pcha mnie do przodu i każe żyć. Czasem tylko gdy jestem sama, ej rzadko jestem sama, siedzę i płaczę. Mam dość ludzi. Brzmi jak jakiś oksymoron. Przecież ja potrzebuję ludzi, żeby żyć. A najbardziej wkurzają mnie ludzie, którzy są najbliżej. Reakcja obronna? Wracam do tego co było. Może gdybyś nie zniknął nic by się nie stało.A Ty nagle zniknąłeś z mojego życia jakby Cię nigdy nie było. To było zaraz po tym jak kazałam Ci wypierdalać. Ale powinieneś walczyć wiesz? Mogłeś powiedzieć wprost, że nigdy Ci nie zależało. Te wszystkie niespełnione obietnice ciągle we mnie siedzą. I ciągle brakuje tych smsów rano. Ale teraz jest niby dobrze. Niby mówimy sobie cześć na mieście. Niby ciągle czasem rozmawiamy. Niby pomagasz mi z komputerem. A mnie to wszystko niby nie boli.
środa, 22 sierpnia 2012
Miłość, czy kochanie.
-Znają się już całkiem długo.
-A ile to długo?
-Hmmmmm... "długo" to wtedy, kiedy wiesz, że możesz do tej drugiej osoby zadzwonić i powiedzieć, że chcesz się z nią spotkać. Bez powodu, bez umawiania.
-Nie, Bo jeżeli znam się z tą osobą kilka lat, ale wcale jej nie lubię i nie chcę się spotykać? Obiektywnie jest długo, a nie pasuje.
-Faktycznie, wiec oni znają się już całkiem dobrze. "Dobrze" jest chyba lepsze niż "długo"?
-Czy ja wiem? Owszem "dobrze" wyraża jakość, a nie ilość jak "długo", ale to chyba wciąż nie pasuje do Twojej definicji.
-Więc właściwie jak się znają?
-"Długo" to czas. "Dobrze" to dużo o sobie wiedzieć. A oni... Znają się długo i dobrze. Wiedzą o sobie dużo i mogą do siebie zadzwonić, że chcą się spotkać. Po prostu, bez umawiania.
-Brzmi jak definicja dobrej znajomości, albo nawet przyjaźni.
-Czyli chyba pasuje?
-Nie. Oni... to nie jest to. Tam jest coś więcej. Chociaż, czy może być miłość bez przyjaźni?
-Miłość nie. Można się zakochać niewiele o drugiej stronie wiedząc, ale miłość nie wchodzi w grę.
-Jak to? Czy to nie jest to samo?
-Nie. Można kochać, wcale nie będąc zakochanym. To tak jak z rodzeństwem. Kochasz je, ale nie jesteś zakochana.Czyli raczej są w sobie zakochani?
-To nie to. Są gdzieś pomiędzy. Dobrzy znajomi, ale się kochają. Miłość bez przyjaźni i przyjaźń z zakochaniem. Wyszli poza wszelkie ramy.
-Więc już nie wiem, czy mogą ze sobą być. Związek... powinien się oprzeć na zakochaniu. Dwoje ludzi się zakochuje i ich do siebie ciągnie. Potem się poznają dobrze. Jest przyjaźń i miłość. Chociaż czasem jest przyjaźń, miłość, a potem pojawia się zakochanie. Mam znajomych, on był zakochany, a ona go kochała. Byli ze sobą, ale nie byli, spotykali się, ale nic do końca nie było pewne. Ale kiedy go "zostawiła" on uciekł. Nie wiem jak to inaczej nazwać. Widywali się, bo musieli, ale nie rozmawiali, zablokował się i nie potrafił. Za bardzo go bolało. W każdym razie on wtedy zdała sobie sprawę, że jest zakochana. Teraz są ze sobą. Ale zakochanie przyszło po miłości.
-Żadnych kostruktywnych wniosków.
-Znają się już całkiem długo. Może tak już po prostu zostanie.
-A ile to długo?
-Hmmmmm... "długo" to wtedy, kiedy wiesz, że możesz do tej drugiej osoby zadzwonić i powiedzieć, że chcesz się z nią spotkać. Bez powodu, bez umawiania.
-Nie, Bo jeżeli znam się z tą osobą kilka lat, ale wcale jej nie lubię i nie chcę się spotykać? Obiektywnie jest długo, a nie pasuje.
-Faktycznie, wiec oni znają się już całkiem dobrze. "Dobrze" jest chyba lepsze niż "długo"?
-Czy ja wiem? Owszem "dobrze" wyraża jakość, a nie ilość jak "długo", ale to chyba wciąż nie pasuje do Twojej definicji.
-Więc właściwie jak się znają?
-"Długo" to czas. "Dobrze" to dużo o sobie wiedzieć. A oni... Znają się długo i dobrze. Wiedzą o sobie dużo i mogą do siebie zadzwonić, że chcą się spotkać. Po prostu, bez umawiania.
-Brzmi jak definicja dobrej znajomości, albo nawet przyjaźni.
-Czyli chyba pasuje?
-Nie. Oni... to nie jest to. Tam jest coś więcej. Chociaż, czy może być miłość bez przyjaźni?
-Miłość nie. Można się zakochać niewiele o drugiej stronie wiedząc, ale miłość nie wchodzi w grę.
-Jak to? Czy to nie jest to samo?
-Nie. Można kochać, wcale nie będąc zakochanym. To tak jak z rodzeństwem. Kochasz je, ale nie jesteś zakochana.Czyli raczej są w sobie zakochani?
-To nie to. Są gdzieś pomiędzy. Dobrzy znajomi, ale się kochają. Miłość bez przyjaźni i przyjaźń z zakochaniem. Wyszli poza wszelkie ramy.
-Więc już nie wiem, czy mogą ze sobą być. Związek... powinien się oprzeć na zakochaniu. Dwoje ludzi się zakochuje i ich do siebie ciągnie. Potem się poznają dobrze. Jest przyjaźń i miłość. Chociaż czasem jest przyjaźń, miłość, a potem pojawia się zakochanie. Mam znajomych, on był zakochany, a ona go kochała. Byli ze sobą, ale nie byli, spotykali się, ale nic do końca nie było pewne. Ale kiedy go "zostawiła" on uciekł. Nie wiem jak to inaczej nazwać. Widywali się, bo musieli, ale nie rozmawiali, zablokował się i nie potrafił. Za bardzo go bolało. W każdym razie on wtedy zdała sobie sprawę, że jest zakochana. Teraz są ze sobą. Ale zakochanie przyszło po miłości.
-Żadnych kostruktywnych wniosków.
-Znają się już całkiem długo. Może tak już po prostu zostanie.
niedziela, 19 sierpnia 2012
Są takie dni, kiedy tylko czekasz na moment, w którym zaczniesz płakać. Jest niedobrze, źle, a potem jeszcze gorzej. I po prostu musisz się w końcu popłakać. Podobno 80% ludzi ma tak, że im lepiej po płaczu. No może tak jest i może będzie lepiej. Nie będzie dobrze, ale za to będzie lepiej. Wierzę w to. Bo zawsze przecież mógł jeszcze ząb boleć nie?
piątek, 17 sierpnia 2012
Nie, bo nie.
Uzależniam się od ludzi. I to jest całkiem straszne, bo to najgorszy z możliwych rodzajów uzależnień. Człowieka nie zdobędziesz, nie kupisz, nie znajdziesz, nie ukradniesz. Człowiek musi się zdecydować, żeby być tu obok, właśnie tak jak Ci potrzeba. Cholernie boli kiedy nie ma dla Ciebie czasu i kiedy odchodzi. Boli jak nie wiem co, kiedy nie masz nikogo. I nie ma miejsca, w którym pomogą Ci wyjść z nałogu jak w przypadku alkoholu, narkotyków i seksu.A ja po prostu nie umiem żyć bez ludzi. Otaczam się nimi i jestem od nich zależna. Jak orchidea, sama w sobie wyjątkowa, ale do życia potrzebuje drzewa, na którym wyrośnie.
wtorek, 14 sierpnia 2012
Moje miejsce.
siedzeniu, zwinięta w kulkę i marznę. Zupełnie nie tak jak uczyli mnie
rodzice. Przecież potem może tu ktoś usiąść i się pobrudzi. Starszy
pan, siedzący na siedzeniu po drugiej stronie, patrzy na mnie z
pogardą. I zepsuł mu się parasol. Chyba nie tak robią małe, grzeczne
dziewczynki. Nie łamią zakazów swoich rodziców. Może po prostu nie
jest już mała i chyba trochę mniej grzeczna. Małe, grzeczne
dziewczynki nie jadą rano, z obcego domu, na dworzec, z walizką, nie
wkładają jej do luku bagażowego i nie wsiadają same do autobusu,
kupując bilet na koniec świata. Małym, grzecznym dziewczynkom świat
kończy się jak nie ma z nimi mamy. Już dawno przestałam być małą,
grzeczną dziewczynką.
niedziela, 12 sierpnia 2012
Zawsze. Takie śmieszne słowo.
jestem. Jestem zawsze i wszędzie. Nie boję się, bo wiem, że ludzie znikają z życia. Tak po prostu i bez tłumaczenia. Czasem tylko mi żal. Kiedy wmawiasz mi, że jesteś wdzięczna, a potem nagle nie masz czasu. Najbardziej nienawidzę, gdy nie masz czasu. A potem nagle pojawiasz się z pretensjami, że mnie nie ma. Ja przecież byłam, czekałam, Nie mam wieczności. Niestety. Chociaż dobrze wiem, że oddałabym ją w imię przyjaciół. Tak wiem, że to strasznie duża grupa osób. Jestem uzależniona od ludzi. Nie umiem funkcjonować bez wsparcia. I nie zależnie od tego, czy jesteś, czy nie, czy masz czas, czy oprócz Ciebie jest jeszcze kilkanaście osób o których mówię przyjaciele, jest taki moment, kiedy nagle nie mam do kogo się odezwać. Najzwyczajniej w świecie siedzę z gotowym sms-em o tym jak mi źle/dobrze/że potrzebuję wsparcia i po tym, jak już 10 razy przewinę listę kontaktów i tak wysyłam to do niego. I nie liczy się to, że jest kilkadziesiąt kilometrów ode mnie. On jest zawsze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
