Jestem chamem. Nie liczę się z uczuciami ludzi. Mam czelność chcieć czegoś dla siebie. Odważyłam się siebie postawić na pierwszym miejscu. I jeszcze do tego głośno mówię czego chcę.
Tydzień kończy się lepiej niż myślałam. Idę sobie wyprostowana, przez plecaczek grzecznie założony na oba ramiona, stawiam jeszcze trochę chwiejne kroki, bo nogi zupełnie odzwyczaiły się od koturnów, zaciągam się. Łamie dane sobie postanowienie, ale nie żałuję. Zastanawiam się nad życiem. Powoli mijam jakiegoś chłopaka. Ma całkiem fajną fryzurę, ciekawą bluzę, patrzy na mnie. Nie uciekam wzrokiem. Uśmiecham się delikatnie i patrzymy na siebie do momentu, aż się miniemy. Pewność siebie wróciła z wiosną, koturnami, rozpuszczonymi włosami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz