Bo pozytywność i energia. To zmienia, modyfikuje, delikatnie wibruje gdy przechodzi przez usta. Szczelnie zaciśnięte wargi nie pozwalają wypowiedzieć negatywnych słów, które się cisną. Powieki zatrzymują łzy, które powoli zbierają się mimo woli. Bo szczerze wierzę w to, że to nie jest warte nerwów. Jakoś się ułoży. Zawsze się układa?
A mimo wszystko jest pozytywnie. Są ludzi, na których zawsze mogę liczyć. I chyba się po prostu dobrze bawię. I niech to trwa, tak jeszcze co najmniej do 2 kwietnia.
wtorek, 26 marca 2013
wtorek, 19 marca 2013
F O L L O W
Bo gdyby ktos mi powiedział w listopadzie, nie listopad już się zmieniał. Czyli gdyby ktoś powiedział w okrutnym październiku, że to wszystko tak się skończy, zapytałabym go jakie prochy bierze i dlaczego się jeszcze nie podzielił ze mną.
Ale siedzę tutaj, zupełnie przypadkiem chora. I nic nie jest takie samo. Nawet bluzka, nawet okulary, nawet telefon. Nawet zamiast mojej ukochanej zielonej herbaty, w wielkim kubku, znajduje się ciepły sok malinowy. I może to wina tego, że mam za dużo czasu. A może to niczyja wina. I chociaż ciągle jesteś na mnie zła, zaczyna mi brakować tego co było. Pamiętam jak marzłyśmy i narzekałyśmy za kościołem. Ironia, my dwie za kościołem. Bo bardzo nie lubię wyrzucać ludzi ze swojego życia. I jestem zbyt uparta, a może za bardzo się boję, żeby Ci powiedzieć, że to nie moja wina, że nic nie zrobiłam, że oskarżasz mnie o coś co się nie stało, a może dlatego, że oskarżyłaś mnie w momencie, kiedy wszystko się zaczęło walić, a ja potrzebowałam kogoś. I nie miałam na to siły. A teraz już jest trochę za późno, Za dużo słów padło, za dużo się zdarzyło. Za dużo godzin, kiedy siedziałam przy NIEJ, przy szpitalnym łóżku i miałam czas na myślenie, a nie miałam na nie siły. Bałam się i zasypiałam na niewygodnym taborecie. Za bardzo boli to wszystko. I chociaż się podniosłam, chociaż już mam motywację, żeby wstawać z łóżka, to to wszystko tak cholernie boli. Jak można w ciągu 3 miesięcy stracić 3 ważne osoby. I nie, za nim już nawet nie tęsknie. Ale brakuję mi kogoś kto wiedział co czuję. I chociaż czasem wkurzało mnie to Twoje "wszystko przeżyłam bardziej" to i tak po prostu czasem potrzebuję kogoś kto mnie zrozumie. Dobra, nieważne, próbowałam. Czasami jestem po prostu za słaba, zeby znowu walczyć. Przecież jest zajebiście, przecież robię głupotki, bo ktoś powiedział, że czasem trzeba, przecież dopiero 5 rolka papieru kończyła się 4 dnia.
Tak bardzo chaotycznie, bardzo dla siebie, żeby w końcu wyrzucić to z siebie i zapomnieć.
Ale siedzę tutaj, zupełnie przypadkiem chora. I nic nie jest takie samo. Nawet bluzka, nawet okulary, nawet telefon. Nawet zamiast mojej ukochanej zielonej herbaty, w wielkim kubku, znajduje się ciepły sok malinowy. I może to wina tego, że mam za dużo czasu. A może to niczyja wina. I chociaż ciągle jesteś na mnie zła, zaczyna mi brakować tego co było. Pamiętam jak marzłyśmy i narzekałyśmy za kościołem. Ironia, my dwie za kościołem. Bo bardzo nie lubię wyrzucać ludzi ze swojego życia. I jestem zbyt uparta, a może za bardzo się boję, żeby Ci powiedzieć, że to nie moja wina, że nic nie zrobiłam, że oskarżasz mnie o coś co się nie stało, a może dlatego, że oskarżyłaś mnie w momencie, kiedy wszystko się zaczęło walić, a ja potrzebowałam kogoś. I nie miałam na to siły. A teraz już jest trochę za późno, Za dużo słów padło, za dużo się zdarzyło. Za dużo godzin, kiedy siedziałam przy NIEJ, przy szpitalnym łóżku i miałam czas na myślenie, a nie miałam na nie siły. Bałam się i zasypiałam na niewygodnym taborecie. Za bardzo boli to wszystko. I chociaż się podniosłam, chociaż już mam motywację, żeby wstawać z łóżka, to to wszystko tak cholernie boli. Jak można w ciągu 3 miesięcy stracić 3 ważne osoby. I nie, za nim już nawet nie tęsknie. Ale brakuję mi kogoś kto wiedział co czuję. I chociaż czasem wkurzało mnie to Twoje "wszystko przeżyłam bardziej" to i tak po prostu czasem potrzebuję kogoś kto mnie zrozumie. Dobra, nieważne, próbowałam. Czasami jestem po prostu za słaba, zeby znowu walczyć. Przecież jest zajebiście, przecież robię głupotki, bo ktoś powiedział, że czasem trzeba, przecież dopiero 5 rolka papieru kończyła się 4 dnia.
Tak bardzo chaotycznie, bardzo dla siebie, żeby w końcu wyrzucić to z siebie i zapomnieć.
poniedziałek, 18 marca 2013
L I E
To nie miało się tak skończyć. Miała być zabawa. Miałam nie znać Twojego imienia i nie poznać Cię na ulicy, ani w autobusie. Miałeś nie wiedzieć o mnie nic. To miało nie mieć nie mieć wpływu. Miałam się bawić. Miałam o tym nie myśleć. Miałam nie powtarzać milion razy nienawidzę Cię. Mówiłam, że to głupota. Ostrzegałam i bałam się. Wiem, że to nie skończyło się tak jak powinno. Mój głos rozsądku miał rację. To wszystko siedzi w mojej głowie. Dobrze się tam chowa i ukrywa. Świetnie się bawi moim kosztem. Ale wszystko wróci do normy. Przecież jestem specjalistką w komplikowaniu sobie życia, musiałam się nauczyć składać ten bałagan do kupy. Powoli się ogarniam, zaczynam tym bawić. Najważniejsze w popełnianiu błędów jest to, żeby ich nie powtarzać.
38 stopi, dobre plany, marzenia do spełnienia i całkiem przystępne wizje na przyszłość. A do tego przyjaciele, ciekawi ludzie poznani i trochę czasu do namysłu. Zielona herbata ustąpiła sokowi z malin.
38 stopi, dobre plany, marzenia do spełnienia i całkiem przystępne wizje na przyszłość. A do tego przyjaciele, ciekawi ludzie poznani i trochę czasu do namysłu. Zielona herbata ustąpiła sokowi z malin.
wtorek, 5 marca 2013
P O C O
Naprawdę musiałam stracić aż tyle czasu na coś, co nie przyniosło mi nic? Musiałam się tyle razy sparzyć, żeby wreszcie się nauczyć? Przecież mogłam opamiętać się wcześniej. Mogłam, ale nie potrafiłam. Teraz przynajmniej idę do przodu, już nie ma tego czegoś, co trzymało mnie w miejscu. Jak mogłam poświęcić tyle siebie? Ale nie żałuję. Nie wolno żałować. Nie żałuję tez wczoraj. A za tydzień będę się dobrze bawić i znowu pić piwo obcego kolesia, który mnie przytulał w palarni. I zupełnie nie będzie mi przeszkadzać, że właśnie kończy studia. I nic się nie stanie, bo co ma się niby dziać. Przecież nawet nie pamiętam jak miał na imię. Kuba? Chyba tak. Ale co z tego, skoro tym bardziej nie pamiętam jak wyglądał.
Cześć idź sobie marnować życie gdzie indziej.
Cześć idź sobie marnować życie gdzie indziej.
środa, 27 lutego 2013
L O S T
Why do people have to be this lonely? What's the point of it all? Millions of people in this world, all of them yearning, looking to others to satisfy them, yet isolating themselves. Why? Was the earth put here just to nourish human loneliness?
Chłopiec który uwięził słońce śpiewa mi o tym jakie to jest życie. Zupełnie jakbym tego nie wiedziała. A ja wiem, wyczuwam to w każdym oddechu. Każda sekunda mojego życie pcha mnie do przodu i nie pozwala dłużej stać w miejscu. Coś mnie ruszyło. Może to była tamta niepamiętna rozmowa. Niezapamiętana. Ta która nie stoi kością w gardle, nie drapie, nie przypomina o sobie. Przypomina co najwyżej o brązowych oczach, o granatowym swetrze, o głosie, którego miło się słuchało, o przyjemnym brytyjskim akcencie i dużych, czarnych oprawkach. Zapamiętując w sobie skupienie na twarzy kiedy słuchał i śmieszne gestykulowanie, kiedy zaczynał opowiadać. Wystarczyło kilka godzin na zmianę planów, na stworzenie marzeń. Kilka godzin słuchania, mówienia, czucia się bezpiecznie. Tylko tyle, żeby wiedzieć, że nie chce już dłużej się bać, nie wierzyć i czekać na rzeczy, które się nie wydarzą.
Powoli kończy się kubek z zieloną herbatą, szczególnie ten wakacyjny. Zamyka kończący się rozdział, choć nigdy w niego zbytnio nie wierzyłam. Mija minuta, trzy, trzydzieści. I wreszcie już nie walczę sama. Niech to zostanie w mojej głowie na zawsze. I niech siedzi razem z najszczerszym "apologise" jakie słyszałam, miliard razy szczerszym od niepotrzebnych "przepraszam".
Chłopiec który uwięził słońce śpiewa mi o tym jakie to jest życie. Zupełnie jakbym tego nie wiedziała. A ja wiem, wyczuwam to w każdym oddechu. Każda sekunda mojego życie pcha mnie do przodu i nie pozwala dłużej stać w miejscu. Coś mnie ruszyło. Może to była tamta niepamiętna rozmowa. Niezapamiętana. Ta która nie stoi kością w gardle, nie drapie, nie przypomina o sobie. Przypomina co najwyżej o brązowych oczach, o granatowym swetrze, o głosie, którego miło się słuchało, o przyjemnym brytyjskim akcencie i dużych, czarnych oprawkach. Zapamiętując w sobie skupienie na twarzy kiedy słuchał i śmieszne gestykulowanie, kiedy zaczynał opowiadać. Wystarczyło kilka godzin na zmianę planów, na stworzenie marzeń. Kilka godzin słuchania, mówienia, czucia się bezpiecznie. Tylko tyle, żeby wiedzieć, że nie chce już dłużej się bać, nie wierzyć i czekać na rzeczy, które się nie wydarzą.
Powoli kończy się kubek z zieloną herbatą, szczególnie ten wakacyjny. Zamyka kończący się rozdział, choć nigdy w niego zbytnio nie wierzyłam. Mija minuta, trzy, trzydzieści. I wreszcie już nie walczę sama. Niech to zostanie w mojej głowie na zawsze. I niech siedzi razem z najszczerszym "apologise" jakie słyszałam, miliard razy szczerszym od niepotrzebnych "przepraszam".
piątek, 22 lutego 2013
D R E A M S
Boję się powiedzieć to głośno. Boję się, że jak to powiem, to stanie się to prawdą. Boję się tak bardzo, że powtórzyłam to w myślach miliard razy po angielsku.Od kilku dni łatwiej mi myśleć po angielsku. It was like I had a dream but I didn't know about it. When I realised that I can make it come truth I've made it. And it was the best day of my life. You know... long and boring story about some girl and some dream. You don't want to listen.
Jak bardzo wszytko musiało się zmienić, skoro w jakieś 4, albo 5 dni, zupełnie bez zastanawiania się nad Tobą, zaplanowałam 4 miesiące wakacji, zaplanowałam spełnianie marzeń, poznałam niesamowitych ludzi, którzy mnie, do spełniania tych moich nieistniejących marzeń, nieświadomie popchnęli. W tym wszystkim nie ma miejsca na wracanie do tego co było. W życiu nie pomyślałabym, że brak Ciebie popchnie mnie do robienia nowych rzeczy. Myślałam, że raczej będę się potykać, aż w końcu upadnę i już się nie podniosę. Brak mózgu, brak zdrowego rozsądku. Nagle wróciły. Zupełnie niespodziewanie, kiedy Ciebie tu nie było. A Ty nawet nie zauważysz. I gdyby nie ta rozmowa, rozdrapująca wszystkie rany, te już zagojone, ale jednak ciągle świeże, nawet bym nie pomyślała, jak bardzo wzmocnił mnie brak wsparcia, brak Ciebie. Nie wracaj proszę. I jeszcze 2 miesiące temu nie uwierzyłabym sobie w te słowa. W moje słowa.
Jak bardzo wszytko musiało się zmienić, skoro w jakieś 4, albo 5 dni, zupełnie bez zastanawiania się nad Tobą, zaplanowałam 4 miesiące wakacji, zaplanowałam spełnianie marzeń, poznałam niesamowitych ludzi, którzy mnie, do spełniania tych moich nieistniejących marzeń, nieświadomie popchnęli. W tym wszystkim nie ma miejsca na wracanie do tego co było. W życiu nie pomyślałabym, że brak Ciebie popchnie mnie do robienia nowych rzeczy. Myślałam, że raczej będę się potykać, aż w końcu upadnę i już się nie podniosę. Brak mózgu, brak zdrowego rozsądku. Nagle wróciły. Zupełnie niespodziewanie, kiedy Ciebie tu nie było. A Ty nawet nie zauważysz. I gdyby nie ta rozmowa, rozdrapująca wszystkie rany, te już zagojone, ale jednak ciągle świeże, nawet bym nie pomyślała, jak bardzo wzmocnił mnie brak wsparcia, brak Ciebie. Nie wracaj proszę. I jeszcze 2 miesiące temu nie uwierzyłabym sobie w te słowa. W moje słowa.
poniedziałek, 18 lutego 2013
F R E E D O M
Nigdy bym nie pomyślała, że tak to się skończy. Cały dzień niemyślenia. Cały dzień spania i kupowania biurka w tesco. Cała noc zabawy. Druga noc zabawy. Dobrze, że moi przyjaciele są. Już zapomniałam o co tu chodzi. A przecież chodzi o zabawę. Nie traktuj życia zbyt serio. Now I know I can do everything what I want. But there is only "I". Not anyone else. Tutaj już dawno przestało chodzić o Ciebie. Jak wrócisz, bo ktoś Ci ukradł zabaweczkę, to nie przychodź do mnie.
Tak bardzo nadal umieram i nie mogę przestać się śmiać. Tak bardzo mam najlepszych przyjaciół na świecie. Mogę się bawić! Mogę się ciągle śmiać, dopóki oni są tutaj. A oni zawsze będą. Nie mogę o tym zapominać!
Tak bardzo nadal umieram i nie mogę przestać się śmiać. Tak bardzo mam najlepszych przyjaciół na świecie. Mogę się bawić! Mogę się ciągle śmiać, dopóki oni są tutaj. A oni zawsze będą. Nie mogę o tym zapominać!
Subskrybuj:
Posty (Atom)