Nagle zaczęło mi przeszkadzać, że to wszystko się kończy. Jakoś tak na przystanku, na widok czekoladowych tęczówek i dołeczków. Zupełnie nie wiem dlaczego, może trochę wykorzystując ostatnie chwile, a może po jednym piwie, zaczęłam chcieć coś z tym zrobić. Zamarzyło mi się, żeby wreszcie coś się stało. Dość nudy i braku zmian. Nadal w biegu. Ciągle poznając nowych ludzi. Bo niech się na boga coś dzieję. Niech ruszy, biegnie. Dyszkę, dwie, cztery. Niech się rozwija! I kiedy nagle zapominam o tym, że się boję. Zupełnie niespodziewanie, dla samej siebie, mówię że mi zależy. Będę tęsknić. Uderza mnie nieznośna wiosna. A razem z nią bolesny koniec uśmiechania się po chwili patrzenia sobie przypadkowo w oczy.
czwartek, 18 kwietnia 2013
sobota, 13 kwietnia 2013
L A S T T I M E
Jestem chamem. Nie liczę się z uczuciami ludzi. Mam czelność chcieć czegoś dla siebie. Odważyłam się siebie postawić na pierwszym miejscu. I jeszcze do tego głośno mówię czego chcę.
Tydzień kończy się lepiej niż myślałam. Idę sobie wyprostowana, przez plecaczek grzecznie założony na oba ramiona, stawiam jeszcze trochę chwiejne kroki, bo nogi zupełnie odzwyczaiły się od koturnów, zaciągam się. Łamie dane sobie postanowienie, ale nie żałuję. Zastanawiam się nad życiem. Powoli mijam jakiegoś chłopaka. Ma całkiem fajną fryzurę, ciekawą bluzę, patrzy na mnie. Nie uciekam wzrokiem. Uśmiecham się delikatnie i patrzymy na siebie do momentu, aż się miniemy. Pewność siebie wróciła z wiosną, koturnami, rozpuszczonymi włosami.
Tydzień kończy się lepiej niż myślałam. Idę sobie wyprostowana, przez plecaczek grzecznie założony na oba ramiona, stawiam jeszcze trochę chwiejne kroki, bo nogi zupełnie odzwyczaiły się od koturnów, zaciągam się. Łamie dane sobie postanowienie, ale nie żałuję. Zastanawiam się nad życiem. Powoli mijam jakiegoś chłopaka. Ma całkiem fajną fryzurę, ciekawą bluzę, patrzy na mnie. Nie uciekam wzrokiem. Uśmiecham się delikatnie i patrzymy na siebie do momentu, aż się miniemy. Pewność siebie wróciła z wiosną, koturnami, rozpuszczonymi włosami.
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
F R E E Z I N G
bo wiesz trochę sobie nie radzę.
czasem za późno wstaję,
czasem w ogóle się nie kładę.
jest mi strasznie zimno. i nie pomaga nawet duża, ciepła, męska bluza i stopy grzejące się na kaloryferze. i czuję się jak w jakimś pieprzonym rollercoasterze. jak tylko zaczyna być dobrze, znowu się wali. i sama na siłę napędzam jakiś tam humor i się trochę mobilizuję, ale już nie mam siły. mam ochotę znowu się schować pod kołdrę. nie wychodzić. mieć cały świat gdzieś, tak samo jak on ma gdzieś mnie. i co, znowu za kilka tygodniu usłyszę od przyjaciół, że niby się za mną stęsknili, tyle że nikt nie zadzwoni, nie napisze, nie zainteresuje się. znowu usłyszę, że mają gorsze problemy. seriooo. co ja mam zrobić. po prostu nie wiem co robić. skaczę, krzyczę, mówię. jeb jeb jeb.
czasem za późno wstaję,
czasem w ogóle się nie kładę.
jest mi strasznie zimno. i nie pomaga nawet duża, ciepła, męska bluza i stopy grzejące się na kaloryferze. i czuję się jak w jakimś pieprzonym rollercoasterze. jak tylko zaczyna być dobrze, znowu się wali. i sama na siłę napędzam jakiś tam humor i się trochę mobilizuję, ale już nie mam siły. mam ochotę znowu się schować pod kołdrę. nie wychodzić. mieć cały świat gdzieś, tak samo jak on ma gdzieś mnie. i co, znowu za kilka tygodniu usłyszę od przyjaciół, że niby się za mną stęsknili, tyle że nikt nie zadzwoni, nie napisze, nie zainteresuje się. znowu usłyszę, że mają gorsze problemy. seriooo. co ja mam zrobić. po prostu nie wiem co robić. skaczę, krzyczę, mówię. jeb jeb jeb.
wtorek, 26 marca 2013
D E S T R O Y
Bo pozytywność i energia. To zmienia, modyfikuje, delikatnie wibruje gdy przechodzi przez usta. Szczelnie zaciśnięte wargi nie pozwalają wypowiedzieć negatywnych słów, które się cisną. Powieki zatrzymują łzy, które powoli zbierają się mimo woli. Bo szczerze wierzę w to, że to nie jest warte nerwów. Jakoś się ułoży. Zawsze się układa?
A mimo wszystko jest pozytywnie. Są ludzi, na których zawsze mogę liczyć. I chyba się po prostu dobrze bawię. I niech to trwa, tak jeszcze co najmniej do 2 kwietnia.
A mimo wszystko jest pozytywnie. Są ludzi, na których zawsze mogę liczyć. I chyba się po prostu dobrze bawię. I niech to trwa, tak jeszcze co najmniej do 2 kwietnia.
wtorek, 19 marca 2013
F O L L O W
Bo gdyby ktos mi powiedział w listopadzie, nie listopad już się zmieniał. Czyli gdyby ktoś powiedział w okrutnym październiku, że to wszystko tak się skończy, zapytałabym go jakie prochy bierze i dlaczego się jeszcze nie podzielił ze mną.
Ale siedzę tutaj, zupełnie przypadkiem chora. I nic nie jest takie samo. Nawet bluzka, nawet okulary, nawet telefon. Nawet zamiast mojej ukochanej zielonej herbaty, w wielkim kubku, znajduje się ciepły sok malinowy. I może to wina tego, że mam za dużo czasu. A może to niczyja wina. I chociaż ciągle jesteś na mnie zła, zaczyna mi brakować tego co było. Pamiętam jak marzłyśmy i narzekałyśmy za kościołem. Ironia, my dwie za kościołem. Bo bardzo nie lubię wyrzucać ludzi ze swojego życia. I jestem zbyt uparta, a może za bardzo się boję, żeby Ci powiedzieć, że to nie moja wina, że nic nie zrobiłam, że oskarżasz mnie o coś co się nie stało, a może dlatego, że oskarżyłaś mnie w momencie, kiedy wszystko się zaczęło walić, a ja potrzebowałam kogoś. I nie miałam na to siły. A teraz już jest trochę za późno, Za dużo słów padło, za dużo się zdarzyło. Za dużo godzin, kiedy siedziałam przy NIEJ, przy szpitalnym łóżku i miałam czas na myślenie, a nie miałam na nie siły. Bałam się i zasypiałam na niewygodnym taborecie. Za bardzo boli to wszystko. I chociaż się podniosłam, chociaż już mam motywację, żeby wstawać z łóżka, to to wszystko tak cholernie boli. Jak można w ciągu 3 miesięcy stracić 3 ważne osoby. I nie, za nim już nawet nie tęsknie. Ale brakuję mi kogoś kto wiedział co czuję. I chociaż czasem wkurzało mnie to Twoje "wszystko przeżyłam bardziej" to i tak po prostu czasem potrzebuję kogoś kto mnie zrozumie. Dobra, nieważne, próbowałam. Czasami jestem po prostu za słaba, zeby znowu walczyć. Przecież jest zajebiście, przecież robię głupotki, bo ktoś powiedział, że czasem trzeba, przecież dopiero 5 rolka papieru kończyła się 4 dnia.
Tak bardzo chaotycznie, bardzo dla siebie, żeby w końcu wyrzucić to z siebie i zapomnieć.
Ale siedzę tutaj, zupełnie przypadkiem chora. I nic nie jest takie samo. Nawet bluzka, nawet okulary, nawet telefon. Nawet zamiast mojej ukochanej zielonej herbaty, w wielkim kubku, znajduje się ciepły sok malinowy. I może to wina tego, że mam za dużo czasu. A może to niczyja wina. I chociaż ciągle jesteś na mnie zła, zaczyna mi brakować tego co było. Pamiętam jak marzłyśmy i narzekałyśmy za kościołem. Ironia, my dwie za kościołem. Bo bardzo nie lubię wyrzucać ludzi ze swojego życia. I jestem zbyt uparta, a może za bardzo się boję, żeby Ci powiedzieć, że to nie moja wina, że nic nie zrobiłam, że oskarżasz mnie o coś co się nie stało, a może dlatego, że oskarżyłaś mnie w momencie, kiedy wszystko się zaczęło walić, a ja potrzebowałam kogoś. I nie miałam na to siły. A teraz już jest trochę za późno, Za dużo słów padło, za dużo się zdarzyło. Za dużo godzin, kiedy siedziałam przy NIEJ, przy szpitalnym łóżku i miałam czas na myślenie, a nie miałam na nie siły. Bałam się i zasypiałam na niewygodnym taborecie. Za bardzo boli to wszystko. I chociaż się podniosłam, chociaż już mam motywację, żeby wstawać z łóżka, to to wszystko tak cholernie boli. Jak można w ciągu 3 miesięcy stracić 3 ważne osoby. I nie, za nim już nawet nie tęsknie. Ale brakuję mi kogoś kto wiedział co czuję. I chociaż czasem wkurzało mnie to Twoje "wszystko przeżyłam bardziej" to i tak po prostu czasem potrzebuję kogoś kto mnie zrozumie. Dobra, nieważne, próbowałam. Czasami jestem po prostu za słaba, zeby znowu walczyć. Przecież jest zajebiście, przecież robię głupotki, bo ktoś powiedział, że czasem trzeba, przecież dopiero 5 rolka papieru kończyła się 4 dnia.
Tak bardzo chaotycznie, bardzo dla siebie, żeby w końcu wyrzucić to z siebie i zapomnieć.
poniedziałek, 18 marca 2013
L I E
To nie miało się tak skończyć. Miała być zabawa. Miałam nie znać Twojego imienia i nie poznać Cię na ulicy, ani w autobusie. Miałeś nie wiedzieć o mnie nic. To miało nie mieć nie mieć wpływu. Miałam się bawić. Miałam o tym nie myśleć. Miałam nie powtarzać milion razy nienawidzę Cię. Mówiłam, że to głupota. Ostrzegałam i bałam się. Wiem, że to nie skończyło się tak jak powinno. Mój głos rozsądku miał rację. To wszystko siedzi w mojej głowie. Dobrze się tam chowa i ukrywa. Świetnie się bawi moim kosztem. Ale wszystko wróci do normy. Przecież jestem specjalistką w komplikowaniu sobie życia, musiałam się nauczyć składać ten bałagan do kupy. Powoli się ogarniam, zaczynam tym bawić. Najważniejsze w popełnianiu błędów jest to, żeby ich nie powtarzać.
38 stopi, dobre plany, marzenia do spełnienia i całkiem przystępne wizje na przyszłość. A do tego przyjaciele, ciekawi ludzie poznani i trochę czasu do namysłu. Zielona herbata ustąpiła sokowi z malin.
38 stopi, dobre plany, marzenia do spełnienia i całkiem przystępne wizje na przyszłość. A do tego przyjaciele, ciekawi ludzie poznani i trochę czasu do namysłu. Zielona herbata ustąpiła sokowi z malin.
wtorek, 5 marca 2013
P O C O
Naprawdę musiałam stracić aż tyle czasu na coś, co nie przyniosło mi nic? Musiałam się tyle razy sparzyć, żeby wreszcie się nauczyć? Przecież mogłam opamiętać się wcześniej. Mogłam, ale nie potrafiłam. Teraz przynajmniej idę do przodu, już nie ma tego czegoś, co trzymało mnie w miejscu. Jak mogłam poświęcić tyle siebie? Ale nie żałuję. Nie wolno żałować. Nie żałuję tez wczoraj. A za tydzień będę się dobrze bawić i znowu pić piwo obcego kolesia, który mnie przytulał w palarni. I zupełnie nie będzie mi przeszkadzać, że właśnie kończy studia. I nic się nie stanie, bo co ma się niby dziać. Przecież nawet nie pamiętam jak miał na imię. Kuba? Chyba tak. Ale co z tego, skoro tym bardziej nie pamiętam jak wyglądał.
Cześć idź sobie marnować życie gdzie indziej.
Cześć idź sobie marnować życie gdzie indziej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)